KT: Czy napięcie między rodzicami nie odbije się życiu dziecka?
JJ: To zależy nie od napięcia, związanego z kryzysem, ale od jego rozwiązania. Musielibyśmy dziecko chować pod kloszem, żeby je ochronić przed złymi emocjami. Jeśli związek rodziców przechodzi kryzys, to dziecko musi doświadczyć pewnych napięć z tym związanych. Ale później może zobaczyć, jak rodzice sobie z tym kryzysem radzą: rozmawiają, dogadują się, coś ustalają, godzą się, i tak do następnego razu. Problemem nie są kłótnie, różnice zdań. Ważne jest to, co z tym robimy.
KT: Podobne do pańskich poglądy ma też amerykańska psycholog, Judith S. Wallerstein, autorka książki „Druga szansa. Mężczyźni, kobiety i dzieci dziesięć lat po rozwodzie”. Mówi w niej, że ludzie, którzy po rozstaniu wchodzą w nowe związki, zaniedbują swoje dzieci. Strasznie to brzmi.
JJ: Zaniedbują, bo są bardzo zaabsorbowani radzeniem sobie ze skutkami rozwodu. Ze skutkami w obrębie ich samych. Przeżycie rozwodu jest na drugim miejscu, po śmierci współmałżonka, na liście najbardziej stresujących doświadczeń życiowych.
KT: Wróćmy do kryzysu w związku pary, która ma dziecko. Co ono czuje, widząc konflikty między rodzicami?
JJ: To znowu sprawa indywidualna, ale najczęściej niepokój, dezorientację, zagubienie.
KT: Może więc matka, chcąc mu oszczędzić przeżywania tego niepokoju powinna rozstać się z partnerem?
JJ: Ale po co się od razu rozstawać, skoro można próbować się dogadać. Wtedy też dziecko będzie się mogło tego nauczyć.
W konsekwencji nie będzie przeżywało niepokoju. Poza tym dorośli też czują niepokój. Czy to złe?
KT: Nie wiem..
JJ: Ale nie przychodzi pani do głowy, żeby się z nim rozstać tylko dlatego, że się kłócicie?
KT: Dobrze, ale jeśli przyczyną kryzysu nie są tylko kłótnie, ale sprawy znacznie poważniejsze, na przykład zdrady?
JJ: Wchodząc w związek, muszę mieć świadomość tego, że się w pewien sposób ograniczam, że czegoś już mieć nie będę, Zdrada jest niedobrym sposobem radzenia sobie z tą sytuacją.
KT: Załóżmy zatem, że jest kobieta, która dobiega czterdziestki, ma dwoje dzieci i nagle rozumie, że jest niespełniona w relacji z mężem, że za mało doświadczyła. I staje przed decyzją: stawiać na rodzinę i walczyć o nią, czy postawić na siebie, nie odrzucając przy tym dzieci. Rozstanie się z mężem w sposób kulturalny, rozwód przeprowadzą łagodnie, dogadają się, a dzieciom wyjaśnią, że od teraz będą miały dwa domy.
JJ: No tak, ale z punktu widzenia tych dzieci ta rodzina się rozpadła i nie ma tej rodziny. Ale z drugiej strony – i to jest może nawet ważniejsze – nie jest tak, że ta kobieta czy mężczyzna nagle się budzi i mówi: „Kurde, coś jest nie tak”. Kryzys w związku nie zaczyna się w chwili, gdy człowiek zastanawia się nad rozstaniem, ale dużo, dużo wcześniej. Jest czas, żeby je dostrzec, nazwać i jakoś rozwiązywać. Dlatego ja myślę, że decyzję o rozwodzie trzeba dobrze przemyśleć, a także odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy ja zrobiłem wszystko, żeby utrzymać to małżeństwo?”.
Sytuacje, gdzie granice są przekroczone – związane z przemocą psychiczną czy fizyczną, z jakąś patologią, uzależnieniem – to już jest zupełnie inna sprawa.
W kłótniach najważniejsze jest, żeby coś z nich wynikało. Mogą być konflikty, ale ludzie muszą być świadomi tego, co się między nimi dzieje, no i coś ich musi łączyć. Taki rodzaj zimnego związku, w którym oboje mają na boku kogoś innego, spotykają się w domu nie wiadomo po co, to jest na pewno też nieporozumienie. To trwanie w fikcji.
KT: Ale życie pokazuje, że to niekoniecznie fikcja. Można mieć kochanka, a jednocześnie na swój sposób kochać męża i tworzyć z nim dobrą rodzinę.
JJ: I tu się zasadniczo różnimy, bo ja uważam, że tak oczywiście można żyć, ale to nie buduje związku.
KT: I taki układ partnerów nie jest dobry dla dziecka?
JJ: Nie tylko dla dziecka, ale dla nich też nie jest dobry. Myślenie, że taki układ daje im wszystko, bo mają i stabilny dom, i udane życie emocjonalne poza domem, jest iluzją. Ta iluzja się w pewnym momencie rozwali, bo osoby żyjące takim życiem na dwa fronty tak naprawdę nie są nigdzie.





