Córka: „Przesadzasz, nigdy mi się nic nie stało”.
„Być może przesadzam, ale zastanówmy się wspólnie, jak znaleźć złoty środek, bo ja zwariuję i ty zwariujesz”. Nie bójmy się dyskutować, przejście do takiego etapu, w którym córka staje się partnerem w rozmowie, też jest istotne – to często ten element, który pomaga tworzyć płaszczyznę porozumienia.
A ona mówi: „Jak będę chciała, to i tak wyjdę!”.
Zastanawiam się, kiedy taka eskalacja może mieć miejsce i czego jest sygnałem. Nie każda nastolatka tak mówi. A nawet jeśli trzaska drzwiami i zamyka się w łazience, to i tak zazwyczaj zostaje w domu. Natomiast jeśli wychodzi, to sygnał, że zadziało się coś niedobrego…
Relacja córki z matką jest trudniejsza niż z ojcem?
Zastanawiam się dlaczego. To może wynikać z tego, że w okresie dorastania na ogół bardzo często dziewczynki zbliżają się do ojców. Pytanie, czy my nie jesteśmy o to trochę zazdrosne. Bo tata jest taki mądry, zna się na różnych rzeczach i można z nim wyjść do kina. To jest trudne, ale też pomocne – uświadomienie sobie, że to fajnie, że dziecko ma w swoich doświadczeniach relacje i z jednym, i z drugim rodzicem. Są teorie, które mówią, że dobra relacja z ojcem gwarantuje udany związek z partnerem. Że jeśli kobieta doświadczy bezwarunkowej miłości ojca, to łatwiej jest jej później znaleźć partnera, a nie mężczyznę, na którego uczucia musi zasłużyć. Ważne, żebyśmy nie weszły w tryb rywalizacji: „Ona mi zabiera partnera”, co zdarza się niektórym mamom. To jest NASZA córka, a moje relacje z partnerem to MOJA sprawa, to ja muszę się o nie zatroszczyć.
Córka inaczej patrzy na mamę?
Tak, ale też bardzo często bez świadomości, że jej krytyka może być dotkliwa. Nie ma się co obrażać, lepiej poinformować: „To, co powiedziałaś, sprawiło mi przykrość”, a nie nadymać się i nie odzywać do siebie przez trzy dni. Nauczmy dziecko, że jego zachowania i słowa nie trafiają w próżnię.
Dorastanie stawia więcej wyzwań przed rodzicem?
On musi być starszy i mądrzejszy, ale też proszę pamiętać, że nastolatek ma mniej narzędzi, żeby sobie poradzić. Jest cały czas zależny od dorosłego, dopadają go silne stany i emocje, których nie zna. Albo mu w tym pomożemy, albo się na niego obrazimy. Trzeba sobie powtarzać: „To jest to samo dziecko co do tej pory. Jest trudno, ale damy radę”.
Jesteśmy bardziej krytyczne w stosunku do dorastających córek niż synów?
Być może z perspektywy kobiet dojrzewający syn jest „lepszy”, bo nie porównujemy się z nim tak jak z córką, tylko nadal jesteśmy matkami.
Co najbardziej złości nastoletnie córki?
Ocena, krytyka, udzielanie złotych rad. Moją córkę np. złości, kiedy rozmawia przez telefon, a ja pytam: „Kto dzwonił?”. Odpowiada wtedy: „To była rozmowa prywatna”. No i nienawidzą pytania: „Jak w szkole?”.
To jak się dowiedzieć?
Proponuję rodzicom, żeby zaczęli od opowiedzenia, co u nich w pracy. Tak, żeby to nie było odpytywanie. Bo jeśli tego nie zrobimy, to będziemy tylko słyszeć „dobrze”. „Jak koledzy?”. „OK”. „A nauczyciele?”. „Świetnie”.
A kiedy ci koledzy wydają nam się dziwni?
W okresie dorastania często wychodzą rodzicielskie lęki, wyobrażenia, niepokoje. Może pamiętamy siebie z tego okresu? Mamy prawo wiedzieć, z kim zadaje się dziecko, ale czy dobrą drogą jest np. zabranianie kontaktu z kimkolwiek? Może warto zapytać, co jej się tak w tym towarzystwie podoba. Czasami próba odnalezienia się w środowisku kompletnie innym jest potrzebna, żeby powiedzieć: „To nie jest moje, ja do tego nie należę”. Nie ma idealnej recepty na dorastanie. Trochę kontrolować, zaciskać zęby, pamiętać, że jest w tym dużo biologii, i powtarzać sobie: „To minie, to minie…”.





