15 49.0138 8.38624 arrow 0 arrow 1 5000 1 0 horizontal https://egaga.pl 300 4000
Jesteśmy blisko dzieci

Pokochać nieswoje dziecko

Avatar
18 lipca 2014
PAGE    1   /   2

Gdyby niepojawienie się Antka, snulibyśmy dalej swą życiową opowieść. Sporo w tym iluzji, nie sądzisz? Ty oszukiwany, ja oszukiwana. Nasz trójkowy układ, z moim synem, niewiele miał wspólnego z prawdą. Ty i Michał. Złudzenie bliskości, przyjaźni, więzi. A potem ten test ciążowy.

Czerwona walizka wciąż stoi w przedpokoju. Namacalny dowód na to, że potrafię podejmować radykalne decyzje. Już raz się w nią spakowałam, nie z tobą, nie dla ciebie i nie przez ciebie. Ale z głęboką pewnością, że zaczynamy z Michałem nowe życie, lepsze.

To z tobą to rozczarowanie. Niewiele więcej czuję. Kolejna sobota. Spójrz na zdjęcia na szafce. Ładne, prawda? Szczęśliwa rodzina. Ja, roześmiana idę za rękę z ośmiolatkiem, ty pchasz spacerówkę z niespełna rocznym chłopcem. Trudno się zorientować, że jesteśmy pokłóceni. Ale pamiętam tamten ranek. Jedliśmy śniadanie, Antek stanął przy stole, puścił się i zrobił parę kroków. Upadł i za chwilę znów wstał. Dumny powiedziałeś: „Wspaniały, wspaniały jest ten mój syn. Zobacz, jakie ma mocne nogi, na pewno będzie jeździł konno. Nie to, co Michał”. A Michał siedział obok, widziałeś?

Mogłam krzyczeć, trzasnąć drzwiami, pokłócić się. Na części pierwsze rozłożyć tę twoją bzdurną wypowiedź. Ale nie mogłam tego zrobić Michałowi. Poszłam więc na ten spacer, snując się za tobą, gdy ty, rozbawiony, szczęśliwy, widziałeś tylko naszego młodszego syna, tylko nim się zajmowałeś. A starszy? Nie twój przecież. Kiedyś nawet powiedziałeś: „On ma ojca, o co ci chodzi?”. Och, doprawdy nigdy nie pozwoliłbyś sobie na te słowa, gdy tak pieczołowicie mnie zdobywałeś. Nie, nie osądzam cię. Przynajmniej jeszcze teraz tego nie robię. Oskarżyć ciebie to powiedzieć sobie: „przegrałam”, a wiesz, z jaką trudnością mi to przychodzi. Michał też jest rozczarowany. Już nie patrzy na ciebie z zachwytem. Nie dzwoni do ojca z odwiecznym: „A Marcin zrobił, a Marcin powiedział…”. Zauważ, że teraz najczęściej słyszysz od niego: „Nie możesz mi tego zabronić. Jesteś tylko moim opiekunem”. Ale gdy cię nie ma, czasem pyta: „dlaczego?”. A ja cię tłumaczę, tłumaczę, tłumaczę. Robiłam to już kiedyś, przy jego tacie. Męcząca jest ta powtarzalność wszystkiego.

Więc gdy była ta wiosna, o której nieraz ci opowiadałam, i spakowałam te kilka rzeczy do  czerwonej walizki, nie myślałam o nowym związku. O tacie Michała też już w sumie nie myślałam, bo przyznasz, jest granica bólu, po przekroczeniu której nie ma już mowy o miłości. Znałeś słowa, które mnie bolały. „Bo ty zawsze”, „Bo ty nigdy”, „Jesteś nieatrakcyjna, niekobieca, bez pasji”, „Zakochałem się, może wrócę…”. Kiedy więc kolejny raz usłyszałam te same zdania, które właściwie znałam już na pamięć, po prostu poszłam do diabła, tak jak on lubił powtarzać. A potem był pokój z kuchnią i najgorsze półtora roku w moim życiu, bo nikt mi nie powie, że bycie samotną matką to najprostsze zadanie. I walka o dziecko, nieustanne balansowanie między złością a rozpaczą. „Ale mamo, przyjdziesz po mnie do przedszkola?”, pytał Michał. „Oczywiście”, odpowiadałam. Ale gdy przychodziłam, pani mówiła: „Syna zabrał już mąż”. Gdy dzwoniłam, nie odbierał.
A po kilku godzinach przysyłał SMS: „Weź się wyluzuj, dobra?”. Wiedziałeś więc dobrze, jaki jest Michał. Emocjonalny, wrażliwy, delikatny. Żywy barometr emocji innych. Pewne historie słyszałeś milion razy. Z mojego małżeństwa i po nim.
O tym, jak były mąż przywoził mi dziecko zapłakane, jak Michał w ogóle nie chciał do niego chodzić albo zgadzał się nocować w jego domu tylko z Łatkiem, ukochanym misiem. Wiedziałeś, że ojciec wciąż Michała zawodził. Pojawiał się, znikał.

Obiecywał, nie dotrzymywał słowa. I stawiał mu nieprawdopodobne wymagania. A czy to nie ty, gdy Michał przyszedł i powiedział: „Tata mówi, że prawdziwy mężczyzna nie choruje”, odpowiedziałeś: „Ależ Michałku, każdy czasem choruje, każdy jest słaby”? Zabawne, bo ostatnio, gdy Michał miał anginę, 40 stopni gorączki, poszedłeś do niego tylko raz, podać mu herbatę. Siedziałam wtedy w pracy, a ty panicznie bałeś się wejść do pokoju, bo przecież „nie chcemy zarazić Antosia”.

A kilka dni później z dumą powiedziałeś: „No, Antek się nie zaraził. Wiadomo, prawdziwy facet. Odporny. Nie to, co Michał”. O nocnym moczeniu Michała też słyszałeś.