Od lat działasz w Stowarzyszeniu Rodziców po Poronieniu. Z jakimi problemami zmagacie się najczęściej? Co pozostaje przyczynkiem do najgorętszych dyskusji w środowisku rodziców dotkniętych stratą dziecka?
Problemów jest mnóstwo; począwszy od tych natury psychologicznej, jak wspierać kobiety i rodziny zmagające się ze stratą dziecka, po czysto prawne regulacje. Rodzice korzystają z naszego wsparcia w przeżywaniu żałoby, ale najwięcej telefonów odbieramy z prośbą o pomoc w uzyskaniu ze szpitala dokumentów niezbędnych do zarejestrowania dziecka i pochowania go. Mimo, że rozporządzenia ministerialne mówią, że bez względu na czas trwania ciąży ciało dziecka powinno być po śmierci traktowane z godnością, nadal tak nie jest. I zdaje się, że będzie to jeszcze bardziej skomplikowane.
Od 2015 roku weszła w życie nowa ustawa prawna o aktach stanu cywilnego.
Tak, kwestię martwych urodzeń reguluje w niej artykuł 53. Jest w nim punkt w którym stwierdza się: Karta martwego urodzenia zawiera dane wymagane w karcie urodzenia oraz informację, że dziecko urodziło się martwe. Kartę martwego urodzenia przekazuje się kierownikowi urzędu stanu cywilnego w terminie jednego dnia od dnia jej sporządzenia. Jeżeli nie jest możliwe ustalenie płci dziecka karty martwego urodzenia nie przekazuje się”.
Co ten zapis będzie oznacza w praktyce?
Że szpitale uzyskają tym samym możliwość rezygnacji z niewygodnej procedury wydawania karty martwego urodzenia, która jest niezbędna do zarejestrowania dziecka w USC. Rodziców nagminnie oszukuje się, że przepisy zabraniają wystawienia pisemnego zgłoszenia dziecka w ciążach poniżej któregoś tygodnia, a często zdarza się nawet, że nie stwierdzono jego tkanek w materiale poronnym! Jak to?, dopytują rodzice. Moja żona poroniła, a lekarz w badaniu histopatologicznym nie dopatrzył się dziecka? To gdzie ono jest? Zniknęło?
Prawda tymczasem jest taka, że tkanki dziecka wcale nie muszą być do takiego badania wysyłane. No i wiele zależy od staranności pracy lekarza, który ma przecież za zadanie zbadać tkankę kosmówki, a tkanki kilkumilimetrowego dziecka niekoniecznie już go interesują … Inna sprawa, że przecież każdy wie, że to dziecko nie rozproszyło się jak mgła. W takim razie, co się z nim stało? Ano – dochodzi do wniosku przerażony rodzic – pewnie zostało zutylizowane wraz z innymi odpadami szpitalnymi.
Kuriozalna jest również kwestia ustalenia płci, a właściwie niemożności jej ustalenia. Tym samym martwy obywatel Polski, u którego nie sposób było stwierdzić, czy miał męskie, czy żeńskie organy płciowe, nie zasługuje na godność obywatela. Jest niezidentyfikowany pod względem płci, jest więc nikim i nie ma prawa nawet do własnego imienia. Poza tym, co oznacza sformułowanie „jeżeli nie można ustalić płci”? Prawie zawsze da się ją ustalić wykonując badania cytogenetyczne fragmentu kosmówki. Niestety, ten zapis nie oznacza, że przy każdym poronieniu szpital będzie odpowiedzialny za pobranie jej i wykonanie badania określającego płeć. Nadal to rodzice będą musieli walczyć o to, żeby ciało ich dziecka nie zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach i sami będą musieli ponieść koszty badań.
Już teraz zdeterminowanym rodzicom wydaje się pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka pod warunkiem, że badania sfinansują z własnej kieszeni, a to koszt od 350 do 1500 złotych, zależnie od cennika szpitala. W obliczu takiej presji, wielu rodziców zmuszonych jest zrezygnować, borykając się potem z wyrzutami sumienia, że odpuścili, pozbawiając tym samym własne potomstwo przynależnej mu tożsamości i nie dopełnili wobec własnego dziecka podstawowej powinności: nie zadbali o godne pochowanie jego ciała.
Różnie sobie potem z tym radzą. Psycholożka, z której porad korzystałam po stracie swoich dzieci opowiadała mi, że do jej gabinetu trafiają kobiety po 50-tym, a nawet 60-roku życia z uśpionym dotąd bólem po stracie. On nieoczekiwanie ożywa, gdy poronienie dotyka np. córkę czy synową. Jego siła jest wtedy szalenie destruktywna. Pojawia się depresja, myśli samobójcze. To nie są historyjki wyssane z palca, które można opatrzyć komentarzem „No, wierzyć się nie chce …”. To konkretne sytuacje z życia. Każda strata dziecka implikuje cierpienie nie tylko matki, ale i innych bliskich osób z otoczenia.





