15 49.0138 8.38624 arrow 0 arrow 1 5000 1 0 horizontal https://egaga.pl 300 4000
Jesteśmy blisko dzieci

TATO, A PO CO MI TO?

Avatar
19 lipca 2014

Nie jesteście specjalnie wierzący, a wasz związek z Kościołem jest, delikatnie mówiąc, luźny. Mimo to z jakichś powodów zdecydowaliście posłać dziecko do Pierwszej Komunii Świętej. No to przygotujcie się na trudną rozmowę. Nie z księdzem, ale z synem lub córką.

Tej rozmowy raczej nie da się uniknąć. Jest bowiem mało prawdopodobne, że dziewięciolatek wychowywany w rodzinie niezbyt zaangażowanej w sprawy religii nie będzie zdziwiony, że rodzicom nagle zależy na tym, by poszedł do komunii. Niemal pewne jest, że zapyta: „Mamo, tato, a co to właściwie jest ten sakrament i do czego tak naprawdę jest mi on potrzebny?”. Można oczywiście zbyć go krótkim: „Bo nie chcieliśmy robić przykrości babci”, albo: „Wszyscy w twojej klasie idą, nie chcieliśmy, żeby cię później wytykali palcami”. Tyle że taka odpowiedź będzie dla dziecka wyraźnym sygnałem, że rodzice robią coś, czego nie chcą, że ono idzie do komunii świętej tylko po to, by oni mięli święty spokój. Powstaje dysonans, bo z jednej strony od księdza, który przygotowuje do sakramentu, dziecko słyszy, że to będzie jego wielki dzień, a od rodziców, że sprawa, którą trzeba załatwić i mieć z głowy.

Można też zrobić inny unik – odesłać dziecko z jego pytaniami do nauczyciela religii. Ten sposób jest nie tylko prosty, ale też sensowny, bo ksiądz albo katecheta bez wątpienia wyjaśni mu wszystkie kwestie związatatoapocomitodne z pierwszą komunią. I zrobi to dobrze, bo kościelny program nauczania kandydatów do tego sakramentu jest starannie opracowany, dostosowany do wieku, języka i możliwości intelektualnych dziewięciolatków. Czy zatem zrzucić tę rozmowę na księdza? Nie. To moment na tyle ważny w życiu dziecka, że warto z nim o tym porozmawiać.

– Taka rozmowa będzie dla dziecka istotna nawet, jeśli rodzic nie ma ani wystarczającej wiedzy teologicznej, żeby mu wytłumaczyć, czym jest komunia święta, ani wystarczającej wiary, by na własnym przykładzie pokazać mu, że to jest potrzebne. Dla kilkulatka najważniejsze jest poczucie, że mama i tata są z nim, że towarzyszą mu w tym wydarzeniu, a taką rozmową najłatwiej to pokazać – mówi ksiądz Wojciech Lemański, proboszcz parafii Narodzenia Pańskiego w Jasienicy. Radzi jednak, żeby się przed tą rozmową dokształcić, po pierwsze po to, żeby była ciekawsza, a po drugie, żeby nie opowiadać głupot.
– Myślę, że nic się nie stanie, jeśli rodzic przyzna się przed dzieckiem, że nie potrafi odpowiedzieć na jego pytania, i zaproponuje, że się przygotuje, poczyta odpowiednie książki, porozmawia z jakimś księdzem – mówi duchowny. – Wiem, że dla kogoś, kto przez lata stronił od Kościoła, to może być bardzo trudne. Ale jeśli odłoży na bok uprzedzenia i trafi na sensownego księdza, który będzie chciał pomóc, a nie rozliczać, to może być bardzo owocne spotkanie i to nie tylko dla dziecka – twierdzi ksiądz Lemański.

Jednak to wszystko to i tak dopiero początek. Zwłaszcza dla tych, których dziecko jest bystrym obserwatorem, umie łączyć fakty i odkrywać brak konsekwencji między tym, co ludzie mówią, i tym, co sami robią. Bo ono z łatwością dostrzeże, że za słowami o tym, że pierwsza komunia to ważny moment włączenia się w życie Kościoła, że to wielka tajemnica wiary i dar dany człowiekowi przez Boga, nie idą czyny. A wtedy może pojawić się jeszcze trudniejsze pytanie: „Skoro ta wiara jest tak potrzebna w życiu człowieka, to czemu ty mamo, ty tato, nie chodzisz do kościoła, nie modlisz się?”. Usprawiedliwianie się brakiem czasu, zapracowaniem, chęcią wyspania się w niedzielę nie wchodzi w grę, bo dziecko wie, że jak coś jest dla kogoś naprawdę ważne, to znajdzie na to czas zawsze. Szczere opowiadanie kilkulatkowi o swoich kryzysach wiary, sceptycyzmie wobec Kościoła i księży, też nie jest dobrym pomysłem. Po pierwsze, dziewięciolatek po prostu nie zrozumie takich dylematów. Po drugie, rozważanie o wadach i błędach Kościoła w chwili, gdy zdecydowaliśmy się tam posłać dziecko, aby przystąpiło do pierwszej komunii to zwyczajna niekonsekwencja. Rozwiązaniem jest wyznać dziecku, że nie mamy potrzeby chodzenia do kościoła, ale jednocześnie zadeklarować, że w tym ważnym dla niego dniu będziemy z nim. Ksiądz Lemański wspomina, jak przygotowywał do pierwszej komunii dziewczynkę, której ojciec był ateistą. – On nie ukrywał przed nią tego, że jest niewierzący, mi też o tym powiedział na pierwszym spotkaniu, ale cały czas podkreślał, że chce najlepiej jak potrafi towarzyszyć córce i w przygotowaniach, i w samej uroczystości – opowiada duchowny. – I zrobił to świetnie, po prostu z nią był. Ta dziewczynka się cieszyła, on czuł się szczęśliwy, że przeżywa z nią ważne wydarzenie, choć jego istoty nie rozumiał. Z pierwszą komunią jest jak ze wszystkimi wydarzeniami, które zostawiają silne wrażenie na dziecku – czasem nie trzeba z nim o tym rozmawiać, wystarczy obok niego być.